W trakcie naszego dwudniowego
pobytu w Rzymie oczywiście musieliśmy iść na milongę. Naszymi
przewodnikami byli Tommaso i Michela (uczestnicy lipcowych imprez
będą wiedzieć o kogo chodzi). Po dłuższych poszukiwaniach wolnego
miejsca na milongach i na parkingu (co w Rzymie zajmuje duuużo
czasu) trafiliśmy do Il Giardino del Tango. Miejsce to przypomina
kawiarniany ogródek z typowymi plastykowymi krzesłami i stolikami;
całość przykryta jest czymś w rodzaju namiotu. Na szczęście
mimo, że był to już listopad było dość ciepło i nie trzęśliśmy
się z zimna. Przykrą niespodzianką okazał się natomiast "parkiet"
- było to linoleum, bardzo tępe w dodatku.
Z pobytu w Rzymie wynieśliśmy jedną naukę - aby dobrze i długo
bawić się tam na milondze należy dosyć wcześnie wyruszyć na
poszukiwania. My mieliśy pecha, zaczęliśmy szukać miejsca po
23:00 a milongę, gdzie było jeszcze wolne miejsce
znaleźliśmy dopiero po ok. godzinie. Nasze szczęście trwało
krótko - milonga skończyła się o 2:00 :-(