| |
Podróż
Do Buenos Aires zdecydowaliśmy się pojechać na 5 tygodni,
na początku października. Bilety kupiliśmy poprzez portal
Flysiesta, jakieś pół roku wcześniej dzięki czemu kosztowały
ok. 3500 zł. Niestety, był to lot z dwoma przesiadkami
i w międzyczasie godziny odlotów ulegały ciągłym modyfikacjom,
dany lot to pojawiał się to znikał z rozpiski... Rola
pani we Flysiesta ograniczała się wyłącznie do informowania
nas o zmianach i podawania numeru telefonu do linii
lotniczych np. w Brazylii żebyśmy sobie załatwili zmianę
rezerwacji we własnym zakresie. Koniec końców, udało
się nam wszystko dograć choć kosztowało nas to trochę
nerwów.
|
|
Lecieliśmy z przesiadką we Frankfurcie i Sao
Paolo, w jedną stronę 24 godziny a z powrotem 36 godzin. Podróż
przebiegła bez większych niespodzianek, prócz tego że w ostatniej
chwili odwołali pociąg do Balic i musieliśmy brać taksówkę, z
powrotem natomiast z powodu mgły wylądowaliśmy w Katowicach zamiast
w Krakowie.
W Brazylii czy to na lotnisku czy w Iguazu warto zrobić zakupy
w sklepie wolnocłowym, z tym że nabytek lepiej wsadzić do bagażu
głównego gdyż w przeciwnym wypadku może zostać odebrany we Frankfurcie
(nie dokarmiać celników !!!)
Różnica czasu między Polską a Argentyną wynosi 3-5 godzin w zależności
od pory roku i przestawienie się może zająć dobre pare dni...
Mieszkanie
Wynajęliśmy taki
apartament w dzielnicy San Telmo. Okazał się całkiem zacisznym,
położonym w głębi patio mieszkankiem; nawet udało się nam zorganizować
w nim parę metrów do poćwiczenia. Na parterze była co prawda sala
gimnastyczna ale nie udało się nam do niej dobrać; za to regularnie
dwa razy w tygodniu w ramach treningu osobowości z sali wydobywały
się potępieńcze wycia uczestników połączone z bardzo głośną muzyką...
Z trudem się powstrzymaliśmy by nie powrzucać im parę karaluchów
- gigantów, które radośnie biegały po naszej podłodze. Ponadto,
zaprzyjaźniona kicia właścicieli w ramach utrzymywania bliskich
stosunków urządziła sobie toaletę w kwietniku tuż przed naszymi
drzwiami. Zastanawiało nas tylko na jaką porę roku jest przeznaczone
to mieszkanie - zimno potęgowały centymetrowe szpary w oknach,
jak mocniej lało to z sufitu kapało zaś w czasie upału mieszkanie
nagrzewało się jak piekarnik...
Wskazówka dla amatorów tańczenia w wynajętym mieszkaniu - warto
mieć ze sobą wosk do włosów, który oprócz właściwego zastosowania
stępia za śliskie buty i znakomicie maskuje destrukcyjną działalność
względem parkietu!
Koszt wynajęcia mieszkania na miesiąc to minimum 650 usd. Jako
dodatek do mieszkania dostaje się telefon komórkowy co się przydaje
gdyż polski telefon może tu nie działać!
Język
Przed wyjazdem koniecznie opanujcie hiszpański,
a najlepiej odmianę używaną w Argentynie! Wielu bardzo znanych
nauczycieli w ogóle nie mówi po angielsku lub ogranicza swą znajomość
do zupełnych podstaw. Poza tym, grupowe lekcje tanga są w castellano
a na angielski są tłumaczone w najlepszym wypadku w 30% i to nawet
np. w Escuela Argentina de Tango - szkole nastawionej typowo na
turystów.
My rozpoczęliśmy naukę hiszpańskiego jakieś 10
miesięcy przed wyjazdem - naprzód samodzielnie (polecamy program
"No hay problema!") a następnie wzięliśmy prywatne konwersacje
z Argentynką a potem z Peruwianką (15-45 zł za godzinę dla 2 osób).
Wystarczyło to na tyle, żeby móc się porozumieć na co dzień a
nawet brać prywatne lekcje tanga bez potrzeby tłumaczenia, z tym
że naukę trochę nam ułatwiła (a trochę utrudniła) znajomość włoskiego
i francuskiego.
Odmiana hiszpańskiego używana w Argentynie różni
się od klasycznego hiszpańskiego - jest inny akcent, "ll"
i "y" nie wymawia się "j" ale "ź"
lub "sz". Zamiast form "tu" i "vosotros"
używa się odpowiednio "vos" i "ustedes". Ponadto,
w użyciu są inne słowa i np. bardzo popularne w hiszpańskim "coger"
(brać) jest tu słowem wulgarnym. Zdarzały się nam sytuacje gdzie
mówiąc z akcentem hiszpańskim nie byliśmy rozumiani, ale ogólnie
to się dogadywaliśmy :)
Lekcje
Wybór nauczycieli tanga w Buenos Aires jest ogromny,
problem jest tylko taki że tych bardziej znanych o wiele łatwiej
zastać w Europie niż na miejscu. Oczywiście mniej znane pary też
często okazują się bardzo dobrymi nauczycielami, jednak zanim
uda się nam takich znaleźć może okazać się że dana para wyjeżdża
lub my musimy już wracać do Polski... Poza tym, kupując bilet parę
miesięcy wcześniej tak naprawdę jedzie się w ciemno i może się
okazać że para, do której chcieliśmy iść w Buenos właśnie siedzi
w Polsce...
Lekcje grupowe są bardzo tanie - 10-25 pesos
i często w cenie zawarty jest wstęp na milongę. I tak np. za 25
pesos mamy 2-godzinną lekcję z Balmacedą + milongę z koncertem
Color Tango + pokaz ww. pary. (1 peso = 0,8 - 1 pln)
Lekcje grupowe są najczęściej organizowane na
poziomie "dla wszystkich" oraz średnio/zaawansowani.
Często też nie ma określonego poziomu i dowiadujemy się o tym
dopiero na lekcji a wtedy może być już za późno na zmianę decyzji...
Co do wyboru poziomu lekcji to proponujemy chodzić na niższy niż
nam się wydaje - po pierwsze będziemy mogli w spokoju skupić się
nad techniką zamiast nad krokami a po drugie nauczyciele często
(nie tylko w Buenos) podchodzą najwięcej do najlepszych par na
grupie. Poza tym, zaawansowane pary w Buenos prezentują zupełnie
inny poziom niż takowe w Europie...
Lekcje prywatne dla turystów u znanych nauczycieli
kosztują od 120 do nawet 450 pesos. Najlepiej umówić się na nie
jeszcze przed wyjazdem żeby uniknąć niespodzianek cenowych. Na
miejscu przytrafiło się nam dwa razy, że krzyknięto nam taką samą
stawkę jak w Europie, a co lepsze w jednym przypadku wyszło nam
z przelicznika walutowego, że dużo taniej by wyszło na naszym
kontynencie! Ogólnie to na lekcjach prywatnych nie ma takiego
przebicia cenowego jak na grupowych, jest jakieś 20-30% taniej
niż u nas. Weźcie też pod uwagę, że branie pojedynczej lekcji
u danego nauczyciela może nie dać dużo, chyba że chodzicie jeszcze
na lekcje grupowe. Warto też zorganizować sobie jakieś miejsce
do ćwiczenia po lekcjach, najlepiej w wynajętej sali (16 pesos/godzina)
ewentualnie w domu.
Wybierając nauczyciela dobrze jest sugerować się nie tylko stylem
danej pary ale także opiniami innych gdyż może się okazać że bajecznie
tańcząca para jako nauczyciele są dość słabi... Poza tym, dobrą
wskazówką jest też to kto chodzi na lekcje grupowe do danej pary
- czy sami turyści czy też Argentyńczycy.
Ze wszystkich lekcji tango salon na jakiś byliśmy
możemy polecić następujących nauczycieli:
Sebastian Achaval & Roxana Suarez - www.roxanaysebastian.com
U tej pary mieliśmy kilkanaście godzin prywatnych lekcji
i pewnie byśmy wzięli więcej gdyby nie to, że w BA siedzieli bardzo
krótko. Jeżeli ktoś ma ochotę na na porządny wycisk z techniki
i muzykalności oraz dużo ćwiczeń po przystępnej cenie to z pewnością
będzie zadowolony z lekcji u tej pary. Lekcji grupowych niestety
w czasie naszego pobytu nie było.
Julio Balmaceda & Corina de la Rosa - www.julioycorina.com.ar
Są to bardzo popularni nauczyciela w BA i jeżeli chcecie wymiatać
na milongach jak młodzi Argentyńczycy to koniecznie idźcie do
nich na lekcje! Z tym, że na lekcjach grupowych w Salon Canning
jest zwykle ponad 30 par i warunki są naprawdę "bojowe"
z powodu tłoku. Dopchać się do nauczycieli jest bardzo trudno,
a jeżeli się to uda to macie dla siebie jakieś 30 sekund. Prościej
jest spytać się obecnych na lekcji asystentów. Parom mniej zaawansowanym
polecamy praktykę przed lekcjami z Rodrigo i Agustiną.
Diego Escobar & Angi Staudinger www.diegoyangitango.blogspot.com
Para warta polecenia dla tych którzy mają dość skomplikowanych
sekwencji, jakie bardzo często można spotkać na lekcjach w Buenos
i chcą się nauczyć czegoś "normalnego" co można tańczyć
na milondze.
Carolina Bonaventura & Francisco Forquera
- Mariposita - www.mariposita.com.ar
Znakomite lekcje techniki u Caroliny, zwłaszcza dla partnerek
chcących poprawić równowagę i zwroty. Technika dla mężczyzn jest
dość wyczynowa :) Na lekcjach grupowych są pokazywane sekwencje
ale nauczyciele bardzo chętnie podchodzą do uczniów i udzielają
celnych wskazówek.
Aurora Lubiz - Escuela Argentina de Tango -
www.eatango.org
Lekcje techniki dla partnerek lubiących ozdobniki, z tym że nie
oczekujcie że nauczycie się zbyt dużo na jednej lekcji...
Naszym zdaniem najlepiej wybrać jednego nauczyciela
i chodzić przede wszystkim do niego i dla uzupełnienie chodzić
jeszcze do kilku innych. Lepiej też nie mieszać styli :)
Milongi
Milong w Buenos jest zatrzęsienie i na początku ma się duży dylemat
gdzie iść. Wstęp: 10 - 25 pesos.
Poziom tańczących jest bardzo różny, zwłaszcza wśród starszego
pokolenia, młodzi zdecydowanie prezentują wyższy poziom techniczny
(w każdym razie tak było na milongach na których byliśmy). Trochę
uproszczając można powiedzieć że starsi tańczą milonguero a młodzi
dynamiczny salon w trzymaniu zamkniętym. Nuevo tylko raz widzieliśmy
gdzieś o czwartej nad ranem w Salon Canning... Milongi są zwykle
bardzo zatłoczone, zwłaszcza w weekendy. Taniec tutaj wygląda
zupełnie inaczej niż u nas - nikt nie goni po parkiecie, nie macha
nogami (wysokie boleo widzi się najwyżej u turystek), nie mówiąc
o innych figurach żywcem ze sceny. Tańczy się przede wszystkim
dla przyjemności bycia z drugą osobą a nie popisywania przed innymi.
Widzieliśmy nawet przypadek, że na milondze tańczył niewidomy
i to bez żadnej kolizji z innymi parami! Jeżeli ktoś ma ochotę
poszaleć to może to zrobić na praktyce, na milondze trzeba mocno
ograniczać figury a przede wszystkim tempo tańczenia. Wpadanie
i potrącanie innych jest tu niemile widziane i grozi komentarzem
pod adresem delikwenta, potrącając zaś po raz trzeci El Flaco
można wręcz zaliczyć kopa w zadek!
Na większości milong jest podział na strefę damską, męską i dla
par, pań jest zdecydowanie więcej niż panów. Podstawową sposobem
proszenia partnera/ki jest cabeceo czyli proszenie wzrokiem. Umiejętność
tą radzimy opanować PRZED wyjazdem do Buenos. Bez tego partnerka
może przesiedzieć całą milongę, w najlepszym razie tańcząc z delikatnie
mówiąc "mniej zaawansowanymi" partnerami. Partner z
kolei, prosząc poprzez "desant" najczęściej spotka się
z odmową, chyba że trafi na jakąś zdesperowana turystkę. Czasem
zdarza się co prawda jakiś niecierpliwy młody Argentyńczyk, który
ucieknie się do desantu ale potraktujcie to jako wyjątek od reguły
:)
Przy okazji chcieliśmy obalić jeden mit - nie ma większego wpływu
czy usiądziecie jako para czy osobno na to czy panie będą proszone
przez innych partnerów. Na większość milong wchodziliśmy i siedzieliśmy
razem i tak samo często tańczyłam jak kiedy siedziałam sama. Szkopuł
polega na tym, że goście często są usadzani przy stolikach przez
organizatorów i jako para możecie dostać takie miejsce, że faktycznie
będziecie mogli tańczyć tylko ze sobą. Konkretnie wskazówki co
i jak są przy każdej z milong. Aby mieć dobre miejsce przy stoliku
tuż przy parkiecie najlepiej je zarezerwować telefonicznie wcześniej;
my oczywiście tego nie robiliśmy, zwykle w ostatniej chwili decydując
co robimy z danym wieczorem.
Jeżeli chodzi o strój to starsze pokolenie ubiera się bardzo elegancko
podczas gdy młodsze często nosi się dosyć na luzie (podkoszulek
+ bojówki). Z tym, że nie dotyczy to kobiet - wszystkie panie
bez wyjątku ubierają się ładnie, po kobiecemu, raczej na kolorowo
niż na czarno i dość skromnie. Nie widać jakiś wymyślnych kreacji
tangowych, nawet na pokazach!
Zanim rzucicie się na dobre w wir milong dobrze jest pochodzić
na lekcje grupowe, na których poznacie potencjalnych partnerów/ki.
Jeżeli jesteście w parze to nie unikajcie tańczenia ze sobą na
milondze - trzeba się zaprezentować przed innymi. Ogólnie to w
Buenos można sobie dużo potańczyć, przy dobrym dniu (a raczej
nocy) można praktycznie nie schodzić z parkietu przez parę godzin
:) Jako ciekawostkę podajemy, że istnieje tu instytucja taxi dancer
(www.tangotaxidancers.com)
czyli płatnego towarzystwa na milongę, lekcje itp. Z tym że nie
jest to zbyt tanie - 25 usd za godzinę plus wstępy i drinki i
minimum to 3 godziny.
Po przyjściu na milongę należy poczekać u wejścia aż pojawi się
organizator i zaprowadzi was do stolika, razem lub osobno, zgodnie
z waszymi preferencjami. Charakterystyczna cecha tylko dla Buenos-
po każdym tangu w tandzie WSZYSCY stoją i przez chwilę rozmawiają
ze sobą zanim zaczną kolejne tango. Nagłośnienie zwykle jest umieszczane
nad parkietem toteż muzykę słychać dobrze na parkiecie i nie przeszkadza
w konwersacji przy stolikach (o ile mamy z kim).
Nie bądźcie zbyt zaskoczeni gdy na milondze zauważycie prawie
na każdym stoliku "szampana" w kubełku z lodem - zapewne
będzie to piwo Stella Artois :) I uwaga - gdy zamówicie dwa duże
piwa dostaniecie 2 litry i to zapewne akurat wystarczy na przetańczenie
kilku godzin ;)
Adresy i godziny milong najlepiej szukać w aktualnych gazetach
tangowych (dostępne w szkołach tanga, sklepach itp). Trochę informacji
o tym co się aktualnie dzieje w Buenos jest na stronie www.2xtango.com
z tym że często w internecie wiadomości są nieaktualne.
Salon Canning - www.parakultural.com.ar
W tygodniu można tu spotkać dużo młodych Argentynczyków, często
są jakieś pokazy lub muzyka na żywo. W weekend góruje starsze
pokolenie; tłok potrafi być tutaj niewiarygodny - jeszcze nigdy
nie tańczyliśmy w tak dużym zagęszczeniu! Samo dostanie się na
parkiet jest już nie lada wyzwaniem (najlepiej ustawić się w kolejce
do wejścia na parkiet w rogu sali). Tańczenie w takich warunkach
polega głównie na bardzo powolnym snuciu się w tempie 2 metrów
na jedno tango, a zwłaszcza na zewnętrznym pierścieniu. W Salon
Canning wręcz wskazane jest usiąść w parze - nie ma podziału na
strefę damską i męską, większość osób przychodzi tutaj grupami
i single mogą się poczuć niekomfortowo.
El Beso
Nasza ulubiona milonga :) Lepiej usiądźcie osobno- pary sadzane
są tutaj w ostatnim rzędzie tak że szanse na tańczenie z innymi
są równe zeru. Jeżeli dostaniecie kiepskie miejsce (czy jako para
czy single) ratunkiem może być przeniesienie się w okolice baru
i sukces na milondze gwarantowany!
Cto Region Leonesa (Nino Bien)
Bardzo duża milonga, w sobotę na oko na sali było jakieś 400-500
osób. Najlepiej zarezerwować tutaj stolik tak aby siedzieć w pierwszych
rzędach. Jeżeli nie macie stolika to musicie zdecydować sami co
lepiej - siedzieć ściśniętym w dalszych rzędach w strefie singli
czy luźniej w sferze parek ale prostopadle do strefy proszenia.
Często w ramach przerywnika tańczy się tutaj cumbię.
Confitería Ideal
Poszliśmy tam na milongę dzienną, jak się okazało średnia wieku
była około 60-tki przez co byliśmy tam zdecydowanie najmłodszymi
gośćmi... Z pewnością warto tam choćby zajrzeć; spokojnie możecie
usiąść jako para.
Lo de Celia
Podobna sytuacja pod wzgledem wieku jak w Confiteria Ideal :)
Jak się zdecydujecie żeby tam iść to lepiej usiąść osobno.
Plaza Bohemia
Jak na Buenos jest to niewielka milonga, z bardzo miłą, wręcz
domową atmosferą - milongę prowadzi miła pani którą od razu określiliśmy
mianem cioci :). W tygodniu jest tu niewiele par za to jest to
bardzo popularna milonga sobotnia. Parka może tu siedzieć razem
lub osobno, wedle uznania. Uwaga! W środę jest to milonga dla
gejów.
Jeżeli chodzi o oświetlenie na milongach to jest
jasno lub bardzo jasno - powyższy film dość wiernie to pokazuje.
Buty kosztują tutaj 250 - 400 pesos.
Z męskich butów możemy polecić Lolo Gerard (chyba najwygodniejsze,
wzory raczej klasyczne) oraz TangoLeike (ciekawe wzornictwo i
dość wygodne).
Z damskich natomiast najładniejsze wzory mają
w Comme il Faut oraz Neo Tango. W CIF obsługa jest zupełnie przyzwoita
i jak najbardziej anglojęzyczna. Nie ma wystawy butów ani katalogu,
pani przynosi pudełka w naszym rozmiarze tak więc warto wcześniej
przeglądnąć zdjęcia w internecie i się zastanowić jakie kolory
i modele się nam podobają. Z tym że trzeba uwzględnić że wiele
modeli jest w jednym, góra dwóch rozmiarach i to niekoniecznie
naszych. Jeżeli za pierwszym podejściem nie za bardzo możecie
coś wybrać to nie kupujcie na siłę, być może za drugim podejściem
przyniosą wam takie buty że z trudem będziecie się opanowywać
żeby nie kupić wszystkich :)
Jeżeli chodzi o wygląd i wygodę (miękkie podeszwy!) to najlepsze
się okazały buty z Tango Brujo, z tym że oczywiście kolekcja z
pasującym na mnie kwadratowym przodem nie zdołała dotrzeć do sklepu
w czasie naszego pobytu. Prócz ww. wymienionych sklepów przymierzałam
buty jeszcze w kilku innych ale nie byłam w stanie nic dobrać
- to były za wąskie, to za szerokie, za długie, za krótkie itp.
Wiele profesjonalistów robi buty na miarę ale podobno najlepszy
fachowiec w tej branży jest bardzo zajęty i ma 2-miesięczne terminy
tak więc ta opcja raczej odpada.
| |
 |
|
Jeżeli chodzi o ubrania w sklepach tangowych to może się okazać
że podobne dostaniecie w sklepiku obok za połowę ceny...
Adresy i linki do sklepów znajdziecie tutaj.
Miasto
Miasto ogólnie nie przypadło nam zbytnio do gustu. Panuje duży
ruch uliczny, w związku z czym jest bardzo duże zanieczyszczenie
powietrza i hałas, szczególnie pod tym względem niekorzystnie
wyróżniają się tutejsze autobusy. Poza tangiem nie ma co robić
- nie ma za bardzo co zwiedzać, prawie nie ma miejsc, gdzie można
by pospacerować czy posiedzieć z dala od ruchu ulicznego. Zamiast
tego są "deptaki" gdzie panuje taki ruch jak na dworcu
tzn. wszystkim się gdzieś spieszy. Za bardziej turystyczne można
uznać Caminito ale jest to bardzo krótka uliczka z zatrzęsieniem
restauracji i często w kilku miejscach jednocześnie odbywają się
zagłuszające się nawzajem pokazy i koncerty. Parki są mikroskopijne.
Dodatkowo, specyficzna aura w październiku - gorące słońce i zimny
wiatr powoduje, że przeziębić się tu jest równie łatwo jak wdepnąć
w psią kupę... Ponadto, ze względów bezpieczeństwa lepiej unikać
wieczornych spacerów, nawet w dzień idąc przez dzielnicę La Boca
czuliśmy się trochę nieswojo...
Na ulicy, zwłaszcza w weekend na Plaza Dorego czy Caminito można
posłuchać tanga na żywo lub zobaczyć pokaz, z tym że jest to pod
turystów; na co dzień znacznie częściej od tanga słyszy się tu
hipnotyczny rytm cumbii.
W dzień najlepiej poruszać się metrem (1 przejazd - 0,90 peso),
w nocy zaś taksówka - 30 minut jazdy kosztuje około 20 pesos.
Taxi na lotnisko w zależności w którą jedziemy stronę kosztuje
70-90 pesos. Przechodząc przez ulicę trzeba mocno uważać, często
nie ma świateł dla pieszych nawet na dużych skrzyżowaniach i pierwszeństwo
mają tu samochody.
Jeśli chodzi o jedzenie w knajpach to wcale nie jest tutaj tanie,
a z pewnością droższe niż w Krakowie. Najtańszy, jadalny (!) obiad
jaki udało się nam zjeść kosztował 50 pesos, natomiast przyzwoity,
mięsny obiad z winem to wydatek minimum 100 - 150 pesos. Warto
na pewno skosztować tutejszej wołowiny - polędwicy i podrobów
oraz dulce de leche (dobra knajpa jest na Estados Unidos 886 -
San Telmo).
| |
 |
|
Gotówkę można bez problemów wyciągać z licznych bankomatów, wystarczy
zwykła karta debetowa. Z tym, że nasz bank przeliczył nas przez
euro przez co wyszło nas to znacznie drożej niż jakbyśmy wzięli
ze sobą dolary. Jednorazowo bankomat może wydać 600 pesos i jeżeli
potrzebujemy więcej gotówki (a zwykle potrzebujemy) to trzeba
brać ją kilkakrotnie.
Iguazu
Będąc w Argentynie koniecznie wybierzcie się na wycieczkę do Iguazu
i to przynajmniej 3-dniową! Dzięki temu można zobaczyć wodospady
od strony argentyńskiej i brazylijskiej; amatorom mocniejszych
wrażeń proponujemy podpłyniecie łódką pod sam wodospad! Najtańszą
wycieczkę znaleźliśmy w agencji Byt (http://www.bytargentina.com).
Koszt wycieczki samolotem to 650 usd/osoba, taniej jest wybrać
się sypialnianym autokarem, z tym że jest to 20 godzin jazdy w
jedną stronę.
Podsumowując naszą wycieczkę to z pewnością warto pojechać do
Buenos Aires na 2-3 tygodnie a jeżeli ktoś dysponuje większym
urlopem to warto wykorzystać go na zwiedzenie Argentyny. Ze wszystkich
miejsc w Europie gdzie tańczyliśmy to najbliższe klimatowi milong
w Buenos są milongi we Włoszech, tak więc jeżeli dla kogoś wycieczka
do Argentyny jest zbyt dużym obciążeniem budżetu to może się zastanowić
nad taką alternatywą :)
|
|